Street-art a wandalizm według prawa

Street-art a graffiti jak rozumieć te dwa słowa?

Sądzę, że wszyscy możemy się zgodzić co do tego, że na murze możemy znaleźć porządne dzieło, wyraz talentu artysty, a także nic nie znaczący bazgrał. Pojęcie street-art’u oznacza w wolnym tłumaczeniu sztukę uliczną. Ale co dla jednego może być arcydziełem, dla drugiego może być zwykłym malunkiem, bądź nawet aktem wandalizmu. Jak więc rozpoznać street-art i czy jest to w ogóle możliwe?

O tym jak ciężkie jest zdefiniowanie street-art’u i zwykłego graffiti mówi Alex Harvey, kierownik grupy Blank Walls, zajmującej się kierowaniem i zlecaniem dużych projektów street-art’u:

Sztuka uliczna jest przedłużeniem graffiti i uważamy, że może być narzędziem do rewitalizacji przestrzeni publicznych.

Być może najlepszą odpowiedzią na ten dylemat będzie skojarzenie powszechnie znanego graffiti ze sztuką – nie wszystko musi Ci się podobać, ale uszanuj poglądy innych. Oczywiście, bądźmy szczerzy, ale rasistowskie, ksenofobiczne i inne hasła, wyraźnie rażące w czyjąś godność nigdy nie będą traktowane jako street-art.

Street-art

A co na to polskie prawo?

W naszym prawie posiadamy niebywale nikły zapis dotyczący stricte street-art’u graffiti. Mówi o tym artykuł 63a (§§ 1 i 2) Kodeksu wykroczeń:

Art. 63a. § 1. Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

No właśnie. Enigmatyczne słowa rysunek napis odnoszą się do tematu omawianego – street-art’u. Absolutnie nie chcę wchodzić w polemikę z prawem, jednak najistotniejsze jest to, że musimy to uszanować. Czy oznacza to jednak, że cały otaczający nas świat street-art’u jest jednym wielkim wykroczeniem? Odpowiedź brzmi: absolutnie nie!

Zwróćmy uwagę na wyraźny wymóg zgody zarządzającego miejscem. Może to przecież być wspólnota osiedlowa, właściciel budynku, bądź… miasto. Do takiej zgody doszło między innymi w Szczecinie, gdzie 15 kwietnia ogłoszono oficjalną listę wyszczególnionych miejsc, legalnego tworzenia street-art’u. W rozmowach dotyczących utworzenia takowych stref, brali udział radni miasta Szczecin, zastępca prezydenta miasta i przedstawiciel środowiska street-art’owego – Maciej Jurkiewicz, znany pod pseudonimem Kreda.

street-art_trasa_zamkowa

Moje spojrzenie na mural

Osobiście jestem zwolennikiem prostego określenia co jest street-art’em a co jest aktem wandalizmu. Sztuką jest wszelki przejaw oryginalności, a także próba oddania wizji artystycznej społeczeństwu (pamiętajmy, że krytyka i satyra to nie przejaw wandalizmu!).

Jestem wielkim zwolennikiem utworzenia i powstawania coraz to większych ilości stref legalnego grafitowania. Jest to sposób na wyrwanie miasta z monochromatyczności betonu i asfaltu, a przede wszystkim – jedna z najbardziej dostrzegalnych form artystycznych dzisiejszych czasów.

Problemem są tutaj, opisywane wcześniej, przejawy wojny na murach, które z założenia (jak każdy nierozwiązany konflikt) szybko eskalują i zamieniają się w agresywne ścienne bazgroły. Zawsze jednak istnieje sposób, aby dać pstryczek w nos kibicom rywalizującej drużyny w sposób legalny i nieagresywny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *